18 stycznia 2015

11 sposobów, jak przetrwać sesję


Niby temat oklepany, jak schabowy na niedzielny obiad, ale sesja jak co roku zaskoczyła studentów. Ten stan rzeczy pozostaje niezmienny od kiedy wprowadzono system boloński, a młodzi łowcy autografów nie muszą uczyć się do niej wcześniej niż dzień przed zaliczeniem. System  Eliminacji Studentów Jest Aktywny, a Ty martwisz się, że tym razem możesz polec na polu walki? Spokojnie. Pokonałeś USOS-a, pokonasz sesję. Pozwól, że podpowiem Ci, jak zorganizować sobie czas.


1. Zrób zapasy jedzenia – student głodny – student zły, a kiedy je się najwięcej, jak nie w czasie sesji? Nie nauczysz się wiele, gdy Twoje synapsy zamiast przesyłać do mózgu impulsy elektryczne zawierające informacje wyczytane z książek (to jakiś student jeszcze czyta książki?!) będą skupiały się na burczeniu w brzuchu. Tydzień przed sesją idź do Stonki i zrób zapasy najtańszego niezdrowego jedzenia, na jakie Cię stać. Pizza, lody, zapiekanki, chipsy i cała reszta śmieciowego żarcia nada się idealnie. Ten jeden jedyny raz wypchaj lodówkę po brzegi, bo przecież swoje trzeba odsiedzieć, a tyłek od sałaty nie urośnie.

2. Obejrzyj zaległe odcinki ulubionego serialu – wiedza sama do głowy nie wejdzie, ale serial również sam się nie obejrzy. Trzeba wyznaczyć sobie priorytety. W czasie semestru nie za bardzo miałeś czas, by oglądać wszystkie odcinki. A to impreza, a to kumpel wpadł niespodziewanie, a to trzeba było odpocząć po wykładzie (urban legend głosi, że ktoś kiedyś na jakiś poszedł), a to przyszła dziewczyna/ chłopak/ gender i najzwyczajniej w świecie nie było kiedy ściągnąć odcinków. Sesja jest dla Ciebie wybawieniem. W końcu trochę wolnego. Nareszcie możesz nadrobić zaległości. Oczywiście w przerwach od nauki. Ewentualnie odłóż naukę na jutro.

3. Idź na imprezę (ewentualnie nie wracaj z niej przez tydzień) – studenckie życie ma to do siebie, że co by się nie działo na imprezę iść trzeba. A jeśli Ty nie pójdziesz, to ona przyjdzie do Ciebie. W końcu nikt nie chce, aby uważano go za aspołecznego kujona. Sesja to dość stresujący okres czasu, a najlepszym sposobem na rozluźnienie się jest duży melanż. Albo dwa. Ewentualnie cały tydzień zabawy, po którym wrócisz do domu tak odstresowany, że w sumie to będzie Ci wszystko jedno, czy jutro jest ten trudny egzamin, czy nie. Jakoś to będzie. W tym momencie jedyne o czym zamarzysz to miękkie łóżko i twardy sen.

4. Idź ze znajomymi na piwo – nie daj się długo namawiać. Notatki mogą poczekać, a psychiczne wsparcie ze strony grupy zawsze się przyda. Poza tym nie wiadomo, kiedy znowu spotkacie się w takim samym gronie. To, że widujecie się codziennie na wydziale nie ma najmniejszego znaczenia. Nie wahaj się, zakładaj buty i idź zrelaksować się przy piwie, dwóch, trzech, „przestałem liczyć”. Jeśli studiujesz prawo, na pewno któryś z branżowych kumpli weźmie kodeks i dodatkowo powtórzycie materiał. A jeśli jesteś normalny, to w tych trudnych dla Ciebie dniach poczujesz wsparcie ze strony grupy i odetchniesz z ulgą, że nie tylko Ty jeszcze nie zacząłeś uczyć się na jutrzejszy egzamin.

5. Oglądaj słodkie kotki i pieski – są takie sytuacje, kiedy jednak trzeba przeczytać te nudne notatki skopiowane od znajomych. Profesor mówił naukowym językiem, używał trudnego słownictwa, więc jesteś zmuszony  pytać cioci Wikipedii o znaczenie co drugiego słowa. A że w zakładkach obok znalazł się przypadkiem Facebook, to co Ci szkodzi na chwilę tam zajrzeć i sprawdzić, czy znajomi też się uczą. O! Ktoś wstawił filmik ze słodkim kotkiem! Tylko 30 sekund. Dobra, obejrzę. Ale koniecznie na YouTube. O! W polecanych są śmieszne kompilacje ze słodkimi pieseczkami. O! Jeszcze więcej piesełów i kotełów.       (23: 52, czyli dwie godziny później) Dobra! Czas brać się do roboty!



6. Obserwuj życie żubrów – niektórym studentom wiedza z wykładów nie wystarcza i koniecznie potrzebują poszerzać swoje zainteresowania w kierunku zoofilii zoologii. Ku ich uciesze postęp techniczny pozwala na podglądanie żubrów  kopulujących jedzących i spacerujących po Puszczy Kampinoskiej, a wszystko on-line i na żywo. Koniecznie sprawdzaj co godzinę, czy drzewa i żubry stoją w tym samym miejscu. Co ten student zrobiłby bez Internetu…

7. Sprzątnij pokój – jedną z najważniejszych rzeczy gwarantujących skuteczną naukę jest porządek. Porządek w otoczeniu – porządek w głowie. Jak już wiemy, studenci to prawdziwi pracoholicy i w trakcie semestru nie mają czasu na gruntowne ogarnięcie swoich 4 metrów kwadratowych. Dwa razy do roku, w czasie sesji, pojawia się trochę więcej wolnego czasu i jest to idealny moment, aby  zamieść pustynię, pościerać kurze, wynieść wysypujące się z kosza śmieci, umyć lepiącą się po mikołajkowej imprezie podłogę, przetrzeć okna i posortować tych kilka stron notatek, które jakimś cudem noszą znamiona Twojego pisma. Sprzątając na pewno się zmęczysz, więc nie zapomnij o krótkiej drzemce „po”.

8. Módl się o te same pytania, co rok temu – nigdy nie ucz się wszystkiego. Przypominam Ci o liście pytań z poprzedniego roku, którą skserowałeś od tego rudego kujona ze starszego rocznika. Wystarczy, że przejrzysz tylko te zagadnienia. Ale, ale! Stop! Zamierzasz sam je opracowywać? Co z Ciebie za student! Zajrzyj na grupowego maila. Tam czeka już na pewno gotowe opracowanie wszystkich pytań. Kochajmy altruistów – społeczników! A! I jeszcze jedno. Kiedy już przeczytasz ten jeden jedyny raz to, co znalazłeś na mailu, módl się, żeby w tym roku wykładowca jednak nie zdecydował się na zmianę pytań.

10. Skombinuj notatki na ostatnią chwilę – może się okazać, że nadzieja na łatwą naukę pryśnie i na grupowej poczcie nie ma odpowiedzi na ubiegłoroczne pytania. Co zrobić w takiej sytuacji? Jeśli to Twoja pierwsza sesja, to pamiętaj o jednym. Nigdy się nie spiesz, nie bądź nadgorliwy i odkładaj wszystkie obowiązki na ostatnią chwilę. Przecież prokrastynacja to takie ładne słowo. Nie psuj reputacji reszcie studentów i notatki oraz inne materiały zdobywaj najpóźniej jak się da. Najlepiej na kilkanaście godzin przed egzaminem.  Nie obawiaj się nudy. Pamiętaj o obowiązkowych spotkaniach ze znajomymi, alkoholu, nadrabianiu seriali i lodówce działającej głośniej niż zwykle. W każdym momencie znajdzie się ktoś, kto poratuje Cię materiałami. Luzik!

11. Na dzień przed egzaminem stwierdź, że i tak już się nie opłaca uczyć – może się tak zdarzyć, że w amoku studenckich obowiązków (np. takich, jak opisane powyżej) nie zdążysz przygotować się do egzaminu. Cóż… Mówi się trudno i płynie się dalej. Pytania zapewne nie będą tak trudne, żebyś nie znał na nie odpowiedzi, a nawet jeśli, to bez spiny – są drugie terminy. Wszyscy eksperci od efektywnego nauczania radzą, że na dzień przed egzaminem już niczego się nie nauczysz, a czas ten powinieneś przeznaczyć na odpoczynek i relaks. Zastosuj się do ich porad. W końcu nie bez powodu są ekspertami. Pamiętaj – jakoś to będzie. Nie zapomnij tylko znaleźć wydziału na Google Maps.

Na koniec jeszcze jedno. Założę się o Twoje najnudniejsze notatki, że nie zauważyłeś, że punktów jest tylko 10 – nie 11. Tak, wiem, nie zwróciłeś uwagi wyczerpany nauką.


12 komentarzy:

  1. Poczułam się jak za czasów studenckich :) Faktycznie tak często bywa przed sesją, jakoś to będzie. W końcu na studia idzie się studiować a nie się uczyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ah ta zmora. Książki patrzą z nadzieją, że zacznę się uczyć. Ale to zaraz zaraz, tylko odkurzę pustynię. Rad ekspertów stosować się trzeba. (jeśli chodzi o ostatni punkt)

    OdpowiedzUsuń
  3. Boze, jaki to byl piekny czas...wprawdzie gowno sie nauczylem i dwa lata zeszly na takich manewrach ze cud, ze czlowiek w pierdlu albo na odwyku nie skonczyl to jednak nie uwazam tego czasu za stracony. To trzeba poprostu przezyc, skosztowac tego klimatu gdzie siedzac do rana przy jakis tanich pankojebach cuchnacych chemia w towarzystwie wspanialych ludzi czlowiek myslal ze swiat mu sie niedlugo do samego pasa ukloni!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łoooł. Widzę, że to może być ciekawa historia z dawnych czasów. Chętnie dowiem się więcej o tych szalonych dwóch latach, jeśli to nie tajemnica. Zechcesz podzielić się tym tutaj lub na mailu? ;)

      Usuń
    2. Moze kiedys....przy wirtualnym piwku :)

      Usuń
  4. No dobrze, napiszę to - zauważyłam jego brak, a to chyba oznacza, że nie przykładam się wystarczająco, bo wciąż jestem skoncentrowana, nie jest dobrze ;) Ale uśmiałam się niemalże do łez :D Przyznaję - ja uwielbiam oglądać kota łasucha ucząc się podczas sesji. Najgorsze jest to, że na górze strony jest pokazany czas, jaki tam spędzam. To zawsze mnie pogrąża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za mało się uczysz albo za mało imprezujesz. Jedno z dwóch. Tak czy siak ewidentnie się obijasz ;) Kot łasuch, kot student, kot piekarz, kot amant i cała reszta rządzą! Też to oglądałam ;)

      Usuń
  5. Genialny tekst! Pozwól, że dzisiaj udostępnię :)

    OdpowiedzUsuń