11 stycznia 2015

9 sposobów na poderwanie dziewczyny, czyli co się dzieje, kiedy facet próbuje być kreatywny



Faceci od wieków zastanawiają się, jaki jest najlepszy sposób na poderwanie dziewczyny. Najczęściej kombinują, jak koń pod górę, nie wykazując przy tym inwencji, czy kreatywności. Mam chyba szczęście, że w większości natykam się na takich, którzy w swoich próbach zagadania do płci pięknej nie są sztampowi. Nie oznacza to, że w każdym przypadku udało im się wiele ugrać, ale przynajmniej zasłużyli na miano „ooo, jaki słodziak!” i wprawili mnie w dobry humor na cały dzień.  A niektórzy naprawdę mieli dużą wyobraźnię i oryginalne pomysły na podryw.

Na pesel
Wsiadam do windy, a ze mną jakiś chłopak. Przepuszcza w drzwiach i pyta, na które piętro jadę, żeby wcisnąć za mnie przycisk. Odpowiadam. Drzwi zamykają się i jedziemy w górę stojąc naprzeciwko siebie i próbując nie gapić się wzrokiem bazyliszka na współpasażera. Ale kątem oka widzę, że na mnie zerka.
Po kilku sekundach chłopak niespodziewanie zadaje pytanie:
- Ile cyfr tak właściwie ma pesel? – i wpatruje się prosto w oczy.
-  Eee…  Chyba 11 – odpowiadam bardzo elokwentnie zaskoczona pomysłem.
Chłopak zaczął przeliczać cyferki ze swojego peselu. Przytaknął mi z entuzjazmem, mówiąc, że mam rację i znowu pyta.
- Ciekawe czemu akurat 11… Co mogą oznaczać ostatnie cyfry?  - i na takiej rozmowie o numerze pesel zleciała nam jazda windą, po której zapytał, czy istnieje możliwość, że jeszcze kiedyś się spotkamy.

Na pendrive
Późny wieczór w Warszawie. Właśnie wracałam z pewnego spektaklu. Strój wieczorowy, makijaż gwiazdy rodem z Hollywood, tylko szofer nie dojechał, więc powrót zapewniały tanie linie autobusowe ZTM. Wsiadłam, zajęłam miejsce, jedziemy. Autokar pełen ludzi, ale widzę, że jakiś metr ode mnie stoi grupka facetów i na zmianę przyglądają mi się i komentują. Patrzą i znowu coś szepczą. „Może makijaż się rozmazał”- myślę i wyciągam lusterko. Ale nie – tapeta trzyma się tak, jak ją przykleili. Więc o co chodzi? W pewnej chwili jeden z nich wyjął pendriva i czekając na ostrzejszy zakręt rzucił nim we mnie. Chyba miałam myśleć, że wypadł mu na mnie przypadkiem, ale talentu aktorskiego bozia facetowi ewidentnie poskąpiła. Zaraz podszedł i z udawaną skruchą na twarzy zaczął przepraszać, że to niechcący itd., na koniec zapraszając mnie na kawę w ramach przeprosin.

Na godzinę
Idę ulicą. Nagle ni stąd ni zowąd wyrasta koło mnie facet. Na oko trzydzieściparę lat. I pyta:
- Przepraszam, czy wiesz może która godzina?
Sprawdzam, odpowiadam, że ta i ta. Na to on:
- No to, gdzie idziemy na kawę?

Na Adama
Kto wie, ten wie, a jak nie wie, to zaraz się dowie, że mam na imię Ewa. A Ewa, jak wiadomo, musi być w parze z jakimś Adamem. Taka karma, los, przeznaczenie, fatum, Nemezis. Historia jeszcze z czasów szkolnych, kiedy to nauczyciel muzyki przyniósł na lekcję gitarę i pozwolił ją potrzymać koledze z klasy. Wszyscy siedzą w ławkach, zajęci sobą i rozmowami. Nagle do mojej ławki podbiega kolega z gitarą, klęka przede mną na jedno kolano, trąca struny i mówi: „Ewciu, Ewciu, chcę być Twoim Adamem!”.

Na hinduskiego księcia vel kucharza vel byłego prawiczka
Poznałam kiedyś pewnego Hindusa, który zakochał się do tego stopnia, że byłby w stanie zrobić dla mnie wszystko. Komplementował taniec, chciał gotować pyszne dania, zapraszał na kolacje, obiady, na imprezy, cieszył się z każdego spotkania i chyba dość dużo czasu poświęcił na to, żeby znaleźć mnie na Fejsie (wiecie… trzeba być w kontakcie. Takie czasy.). Prosił naszych wspólnych znajomych, żeby zachwalali go przede mną, jak świetnym jest kucharzem, co też robili. Podobno był jakimś hinduskim księciem, co również miało mnie zachęcić, żebym spojrzała na niego inaczej niż na zwykłego kolegę. Starał się i starał, ale przyszedł moment, gdy myślałam, że mu przeszło. Aż tu pewnego dnia dostaję wiadomość na Facebook’u napisaną łamaną angielszczyzną: „Cześć. Jak leci? Ja wczoraj miałem swój pierwszy raz. Teraz chyba powinnaś być zadowolona.” Do tej pory nie dowiedziałam się dlaczego. A mogłam być hinduską księżniczką...

Na Elvisa
Przyszedł kiedyś do mnie facet, którego nie spodziewałam się spotkać ponownie. Poznaliśmy się przy windzie. Jakżeby inaczej. On zauważył, że niosę gitarę, wbiegł za mną do środka i od słowa do słowa dowiedział się, gdzie mieszkam. Powiedział, że wpadnie, ale szczerze mówiąc, nie sądziłam, że dotrzyma obietnicy. Przecież wiadomo, jacy są faceci... Po tygodniu siedział u mnie w pokoju i swoim niskim głosem pięknie śpiewał mi do ucha piosenki Elvisa. Nawet się skubaniec przygotował, bo przyniósł swoją playlistę na pendrivie. Szkoda tylko, że okazał się być dealerem.

Na Niemca
Stoję na przystanku czekając na autobus. Podchodzi wysoki blondyn w kapeluszu. Przedstawia się jako Joerg (chyba tak zapisał swoje imię w moim telefonie), mówi, że jest Niemcem i podszedł, bo wydałam mu się sympatyczną osobą. Rozmowa toczy się po angielsku i od słowa do słowa dowiaduję się, że jest na Erasmusie i że w sumie to jedziemy w tę samą stronę. Przegadaliśmy miło całą drogę, po czym poprosił mnie o numer telefonu. I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie te tony podkładu i pudru na jego twarzy, wycierane skutecznie przez jego jasny szalik.

Na rolki
Postanowiłam nauczyć się jeździć na rolkach, a że Pole Mokotowskie pod nosem (czyt. Mekka warszawskich rolkarzy) to żal nie skorzystać. Wybrałam się zatem na rolki i jak najgorsza fajtłapa walczyłam na kółkach dobre dwie godziny. Zlana potem usiadłam na jednej z ławek i odetchnęłam z ulgą, że jednak udało mi się przeżyć i nie połamać się. Siedzę, siedzę… Wtem podjeżdża jakiś rasowy rolkarz, rzuca „cześć” i z obłędnym uśmiechem zaczyna prezentować przede mną sztuczki. Kiwam z zachwytem głową, chwalę, rzucam ochami i achami. Do czasu. Facet zaliczył tak imponującą glebę prosto pod moje nogi, że aż mnie zabolało. Pomogłam mu się pozbierać, ale widząc, że zrobiło mu się trochę głupio, a męska duma ucierpiała, zapewniłam go, że świetnie jeździ, i że naprawdę i na pewno nie kłamię. Skończyło się na buziaku w policzek i zaproszeniu na imprezę dla rolkarzy.

Na mizianie po głowie
Sytuacja znowu z windy. Nic na to nie poradzę - widocznie męża też poznam w windzie. Wsiadam ja i jakiś chłopak. Jedziemy w górę, a ten niespodziewanie zaczyna smyrać mnie po włosach i głaskać po karku.


Widzicie Panowie? Tyle różnych możliwości, a Wy ciągle wałkujecie teksty o kasztanie i spadaniu z nieba.

21 komentarzy:

  1. Rzeczywiście dosyć oryginale sposoby. Zawsze daje punkty za kreatywność, nawet jeśli kończy się już po pierwszej randce:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapisujesz w jakiejś tabelce? Prowadzisz statystyki? ;)

      Usuń
  2. Kompletnie zniszczyłaś system hindusem i niemcem :D Musieli mieć tupet nie ma co... Uśmiałem się strasznie przy Twoim wpisie!
    Swoją drogą zastanawia mnie, ile jeszcze takich lub podobnych sytuacji jest codziennie odgrywanych przez facetów? Zapewne niezliczona ilość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wyobraź sobie, że to jeszcze nie wszystko. Wpis byłby zdecydowanie za długi.
      Faceci są super! A dzięki takim kreatywnym przynajmniej nie jest nudno ;)

      Usuń
    2. Ewa, zrób druga część! Koniecznie, coś wspaniałego :D Ale faktycznie hindus rozwalił system :D

      Usuń
  3. Moze i oryginalne ale szalu nie ma

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra, dobra. Leć wrzucić kilka złotych do puchy.

      Usuń
  4. "Na Adama" i "Na hinduskiego księcia" jak dla mnie wygrywają;D Inwencja ludzka nie zna granic;p

    OdpowiedzUsuń
  5. Ty daj sobie spokój z tymi windami bo widzę ze jakieś życiowe fujary tam jeżdżą. Z kobietą o peselu nawijać to trzeba mieć niezłe nawalone pod sufitem! Używaj lepiej schodów bo będziesz miała kiedyś pecha i staniesz na 2-3 godziny w windzie z jakimś typem który będzie próbował poderwać cie na literaturę...i streści ci książkę telefoniczną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mówisz, że prawdziwi mężczyźni chodzą schodami? Przemyślę to ;)

      Usuń
    2. Ewa, prawdziwi faceci zjeżdżają po poręczach a przed samym końcem zeskakują robiąc jeszcze dodatkowo salto! Ale jest też grupa hardcorowców którzy po poręczy wjeżdżają do góry i jeśli takiego przyuważysz to łap za fraki krzycząc „mój ci on jest”! W razie dodatkowych pytań chętnie służę radą. Pozdrowienia. Doktor LoveMachine

      Usuń
    3. To chyba jakiś superbohater musiałby być, żeby poruszać się wbrew prawom grawitacji ;) Ale skoro Ty tak radzisz, to gdy takiego spotkam nie zawaham się rzucić mu w twarz chusteczką. Sorry... zarzucić białą chusteczkę na głowę ;P

      Usuń
    4. To bądź czujna białogłowo i niechaj ci dany będzie rycerz zacny i waleczny :)

      Usuń
    5. I niech zabija smoki i inne pająki!

      Usuń
  6. Wszystkie historie mnie niesamowicie rozbawiły, też mogłabym chyba post wystosować na ten temat, haha ;)
    Natomiast gdyby mnie ktoś w windzie znienacka zaczął smyrać po włosach, jeśli bym nie zaniemówiła, to odwróciłabym się z hasłem "przepraszam, co Pan kurwa wyrabia?"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja reakcja była taka sama, tylko zamiast Pan było Ty.

      Usuń
  7. uśmiałam się xD sama bym mogła napisać taki post! :D mogę? :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz. Fajnie byłoby, gdybyś gdzieś w tekście podlinkowała od kogo zaczerpnęłaś inspirację na wpis :)

      Usuń
  8. Mam 22 lata, ale jeszcze niedawno, raptem kilka lat temu bylem kompletnie lewy w stosunku do kobiet. Wydawalo mi sie, ze bedac romantycznym lalusiem zdobede kazda panne. Szkoda, ze dopiero niedawno zorientowalem sie o co tak naprawde chodzi. Zmarnowalem troszke swoje mlodziencze lata, ktore moglbym inaczej przezyc. Zmienilem zupelnie swoje podejscie do zycia, do kobiet takze. Od pewnego czasu zacząłem jeszcze używać feromonów ( ze sklepu http://pherowin.pl), które ułatwiają mi poznawanie kobiet. Nie oznacza to, ze udaje kogos kim nie jestem. Co prawda pewnych rzeczy sie nie zmieni, genow nie da sie oszukac (a przynajmniej nie tak latwo) i w glebi duszy jestem tym kim do niedawna bylem, ale przynajmniej doroslem do tego, zeby to co w srodku zostawic wlasnie w srodku a nie wysuwac kazdej lasce na tacy.

    OdpowiedzUsuń
  9. Sposób "na godzinę" mnie rozwalił :D. Taki banalny i nie do przewidzenia :D. Może powinienem spróbować? :]

    OdpowiedzUsuń