6 stycznia 2015

Ile czasu zajmuje napisanie tekstu na bloga?


Dwa dni temu rozmawiałam z koleżanką nieblogerką i spotkałam się z opinią, że stworzenie wpisu na bloga to nic trudnego. Ot, siadam przed komputerem, otwieram panel administratora i piszę. Raz - dwa, hop - siup, ping - pong i gotowe! Wujek Google podrzuca mi gotowe zdjęcia, a ja wybieram pierwsze lepsze, dodaję do tekstu i klikam "opublikuj". To wszystko. Koniec procesu. Na pewno nie trwało to dłużej niż 20 minut, a że dodatkowo najczęściej publikuję teksty w formie list, to już w ogóle mam z górki i bardzo sobie ułatwiam. Taki wpis to na szybciocha można zrobić.

Otóż... NIE MOŻNA!

A teraz proszę czytać uważnie, bo nie mam zamiaru powtarzać.

Ten, kto ma cokolwiek wspólnego z pisarstwem wie, że napisanie tekstu z zamiarem późniejszej jego publikacji pochłania bardzo dużo czasu. I nie jest to 20 minut czy nawet pół godziny. Proces tworzenia wpisu długiego na około 1500 słów potrafi zająć od dwóch do nawet czterech godzin. Podpowiadam, że 1500 słów to trochę ponad 3 strony w Wordzie. Pewnie nawet nie zdawałeś sobie sprawy, że jeżeli przeczytałeś wszystkie moje wpisy, to tak, jakbyś przeczytał krótką 70-stronicową nowelę. Czy w takiej perspektywie można dalej mówić o pisaniu tekstu w 20 minut? Chyba nie.

Tworzenie wpisu to przede wszystkim pomysł. Szukanie tematu, który ma szansę zainteresować czytelnika i sprawić, żeby został na dłużej. Mogłoby się wydawać, że pisząc pod szyldem "lifestyle" pomysły przychodzą do głowy same i nie pozostaje nic innego, jak tylko przelać je na monitor. Obalam pierwszy mit: to mit! Czasami rzeczywiście bloger doznaje nagłego olśnienia i z rozpędu zasiada do komputera, żeby wystukać myśli na klawiaturze, jednak najczęściej trzeba zdrowo się nagłowić, aby z niczego zrobić coś. Szczególnie, jeśli człowiek chce, aby to było oryginalne.

Nie dość, że trzeba wysilić się, aby znaleźć niszę, to niekiedy rozprzestrzenia się wśród blogerów zaraza zwana "brakiem weny", która potrafi doszczętnie zniszczyć zapał, a z genialnego pomysłu pozostawić zgliszcza. Niby temat jest, ale nie wiadomo z której strony go ugryźć. Wszystkie pomysły wydają się dobre, a jednocześnie żaden. To jest ten moment, kiedy bloger siedzi, i siedzi, i siedzi, i drapie się po głowie, i rozdrapuje pryszcze na czole, i próbuje chwycić tego przebrzydłego smoka za łeb, i stara się wycisnąć z niego jak najwięcej, bo przecież wpis na blogu pojawić się musi. A tu ni-chu-ja! No nie da rady w miarę szybko napisać tekstu. Ale trzeba! Czytelnicy czekają! Więc bloger siedzi przy tym komputerze i mozolnie, zdanie po zdaniu, produkując jeden akapit na godzinę, pisze tekst, który po ukończeniu średnio przypada mu do gustu, ale po publikacji okazuje się hitem. Dziwne, ale tak już jest. Nie zawsze, ale zdarza się. To, co zrodziło się w bólach, zostaje nagrodzone.

Na szczęście po drugiej stronie barykady znajdują się wpisy, które tworzy się z przyjemnością i dość łatwo. Kiedy bloger ma natchnienie, kiedy dokładnie wie, o czym chce pisać, kiedy oczami wyobraźni widzi schemat tekstu, to większość ciężkiej pracy ma już za sobą. Ale, ale! Hola, hola! Wydaje Ci się, że gdy pojawia się wena, to tekst pisze się szybko? Obalam drugi mit: to mit! W takich warunkach optymalnym czasem powstawania gotowego wpisu jest ok. półtorej do dwóch godzin. To, co bloger napisał, teraz musi przeczytać, poprawić, przeczytać jeszcze raz, uzupełnić, znowu przeczytać, usunąć zbędne rzeczy, przeczytać po raz kolejny, wstawić brakujące przecinki, przeczytać po raz ostatni i tak ten czas mija. Jeżeli nie stwierdzi, że jego wypociny to vanitas vanitatum, wtedy może przejść do kolejnego etapu, jakim jest...

...znalezienie odpowiedniego zdjęcia. Wbrew pozorom wujek Google wcale nie jest taki pomocny, chyba, że ktoś lubi adrenalinę i jazdę po bandzie z prawami autorskimi. Lepiej uważać z obrazkami z wyszukiwarek. No dobra! Trochę Cię straszę, ale... lepiej uważać. Jeśli nie masz praw do jakiejś fotografii, to nawet podlinkowując autora nie możesz być pewny, że za jakiś czas ktoś się o nią nie upomni. Dlatego większość ogarniętych blogerów korzysta z baz zdjęć, które oficjalnie są na licencji pozwalającej na ich dowolne użytkowanie i modyfikowanie. Możesz powiedzieć: takich zdjęć jest w internecie sporo. Obalam trzeci mit: to nie mit! Rzeczywiście istnieje mnóstwo stron z przepięknymi zdjęciami CC0, ale! jest jedno "ale". Czasami przekopanie się przez setki zdjęć, żeby znaleźć to jedno jedyne, pasujące do wpisu, graniczy z cudem. A powód jest prozaiczny - stron z fotografiami dziesiątki, a opcja "szukaj zdjęcia" tylko na kilku. Czasem człowieka szlak trafia nawet oglądając pięknie wyfotoszopowane górskie widoczki. A zdenerwuje się jeszcze bardziej, gdy okaże się, że jednak żadne zdjęcia nie pasowały do wpisu. Tak też się może zdarzyć. Dlatego, jeśli wydawało Ci się, że wstawienie zdjęcia to takie cyk - myk i gotowe, to już wiesz, że byłeś w błędzie.

Na koniec bloger pozostawia zazwyczaj sprawy czysto techniczne, czyli na przykład wyjustowanie tekstu, opisy dla wyszukiwarek, linki i tak dalej. Kiedy upora się z tym wszystkim, wciska przycisk "opublikuj" i czeka na chwałę, sławę, fejm i lajki zarówno pod wpisem, jak i na fanpejdżu.

Czytając dłuższy wpis masz przed sobą przynajmniej dwie godziny z życia blogera. Oczywiście piszę tutaj o blogerach, którzy starają się dopieszczać swoje teksty, a nie odwalać chałę publikując dwa nieskładne zdania i pięćset nieostrych fotek. Także... doceń starania.

Ostatnią kwestię stanowią wpisy w postaci list. Jeśli ktoś myśli, że łatwo jest wymyślić kilka lub kilkanaście w miarę oryginalnych przykładów, aby poprzeć nimi temat, to niech sam wybierze sobie jakikolwiek z mojego bloga i spróbuje wypisać 10 oryginalnych pomysłów. Mam nadzieję, że dojdziesz przynajmniej do 7. Wypisane? A teraz rozwiń te punkty w ładny, składny akapit. Podniosłam poprzeczkę, co? Widzisz zatem, że poświęcam na wpis tyle samo czasu, ile zajęłoby mi napisanie go tekstem ciągłym. Choć tak naprawdę moje listy niewiele się od takiego tekstu różnią.

Wytłumaczyłam, zobrazowałam, poświęciłam ponad dwie godziny z życia. Mam nadzieję, że wpis okaże się przydatny.

23 komentarze:

  1. Zdecydowanie wpis objaśnia istotę rzeczy. U mnie z reguły słowa wylewają się w różnoskładnych zdaniach jak z wiadra, tyle, że często przerabiam zdjęcia, lub, jeśli akurat piszę o rękodziele, dodaję swoje. TO JEST KATORGA. Kiedy natrzaskasz 30 zdjęć, żadne Ci się nie podoba, ale parę musisz wybrać, obrobić, rozmyślić się, wybrać inne, dodać, sensownie umiejscowić, znowu się rozmyślić... piękno procesu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś bawiłam się trochę w robienie zdjęć i obróbkę i zgadzam się, że jest to ciężka robota. Zawsze doceniam, jeśli widzę na blogach dobrze wykonane fotografie. A wybór też nie jest łatwy. Za to na koniec ma się satysfakcję, że komuś spodobał się efekt końcowy.

      Usuń
  2. Dobry tekst - ale I tak to o czym piszesz zrozumieją tylko Ci, którzy sami piszą, publikują, robią zdjęcia. To taka abstrakcja dla ludzi "spoza" ile czasu trzeba poświęcić na przygotowanie każdej publikacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może osoby spoza blogowego świata również zobaczą, że na pracę twórczą również trzeba poświęcić trochę czasu, a cały proces nie trwa kilku chwil. Widzę, że ludzie poudostępniali wpis, więc chyba był potrzebny.

      Usuń
  3. Obalam pierwszy mit: to mit! - babol się wkradł. :P
    Obalam trzeci mit: to nie mit! - serio? :D
    "Także... doceń starania." - nie podoba mi się takie narzucanie czytelnikom, co mają z tekstem zrobić, wszak pisanie
    nie jest Twoim obowiązkiem. ;)
    Bloguję od ponad 2 lat i gdyby to była taka katorga, jaką opisałaś, dawno rzuciłabym to w diabły. Dla mnie pisanie jest czystą przyjemnością i zajmuje jednak dużo mniej czasu, chociaż piszę głównie recenzje, więc samo przeczytanie książki jest czasochłonne, ale równie przyjemne. Dla mnie to takie trochę marudzenie - "no weźcie, poświęciłam tyle czasu, zauważcie mnie". :P

    A co do zdjęć, ja zawsze, ale to zawsze podaję podlinkowane źródło. Jeśli nie podaję, tzn, że zdjęcie jest mojego autorstwa.
    Inna sprawa ze skanami okładek - wiadomo, że należą do wydawnictw. :)

    Blogowanie jest świetne, a to, że trzeba poświęcić czas jest kwestią... po prostu oczywistą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do "mitów" i baboli to efekt był całkowicie zamierzony. "Blogowanie jest świetne, a to, że trzeba poświęcić czas jest kwestią... po prostu oczywistą." Widzisz... Ty to wiesz, ja to wiem, ale jak się okazuje, sporo osób postrzega blogowanie, jako zajęcie proste, łatwe i nie wymagające żadnego wysiłku. Nie będę porównywała, czy łatwiejsze jest pisanie recenzji,czy może taka pisanina, jaką ja uprawiam, bo to dwie różne rzeczy. Opisałam, jak wygląda cały proces: od narodzenia się pomysłu, przez szkic, pisanie, szukanie odpowiednich fotografii, korektę, na publikacji kończąc. Wiem, że nie tylko mi praca nad tekstem zajmuje ok. dwóch godzin, ale również wielu innym blogerom. Ci "najwięksi" poświęcają na to nawet więcej czasu, dopieszczając każde słowo. Starałam się pokazać zarówno plusy, jak i minusy blogowania, że nie zawsze jest łatwo, a bloger to też człowiek, którego czasami ogarnia "zaćmienie" i zastanawia się, jak ciekawy temat ubrać w słowa.

      Usuń
    2. Chyba nie warto się przejmować, kiedy ktoś uznaje, że to, co piszemy, to łatwizna - zazwyczaj takie podejście mają osoby, które twórczego zajęcia nawet kijem nie tykają. ;) Mam wielu znajomych, którzy nie piszą, ale np. grają na instrumentach czy udzielają się społecznie i widzę, że takie osoby ostrożniej rzucają stwierdzeniami, że coś nie wymaga wysiłku - bo po prostu wiedzą, że żeby osiągnąc cokolwiek - potrzebny jest czas i praca. :)

      Pozdrawiam i powodzenia życzę. :)

      Usuń
    3. Temat wydał mi się ciekawy, więc stwierdziłam: "czemu by o tym nie napisać?". Jak widać kilka osób udostępniło to dalej, więc jednak taki wpis okazał się potrzebny. Artyści są wrażliwsi z natury,choć czasami potrafią rzucać takimi stwierdzeniami, bo też wielu z nich to egoiści (oczywiście nie wszyscy), a społecznicy to mega empatyczni ludzie, którzy potrafią wczuć się i zrozumieć innych.
      Dziękuję i życzę dalszych sukcesów!

      Usuń
    4. Post meridiem, podlinkowanie źródła nie jest ochroną przed procesem. Sama tak robiłam, ale przestałam po przeczytaniu rozmowy z prawnikiem specjalizującym się w ochronie praw autorskich na blogu Qrkoko. O ile to nie jest przestrzeń fejsbuka, gdzie udostępnianie postów jest wpisane w jego politykę, musisz spytać autora zdjęcia o zgodę na użycie jego pracy, nawet jeśli zamieścisz źródło i piękny opis, jakiż to wspaniały autor jest. Jeśli mu się nie spodoba to, że jego zdjęcie jest na Twoim blogu bez jego wyrażonej zgody - ma prawo pozwać Cię do sądu. Obojętnie, czy podajesz źródło czy nie.

      Usuń
    5. Pięknie wyjaśnione! Mam nadzieję, że Post Meridiem powróci jeszcze na bloga i to przeczyta :)

      Usuń
  4. Ciesze się, że napisałaś post tego typu. Może mój komentarz nie będzie całkiem polski ale nie mam za dużo czasu bo zaraz muszę do sklepu lecieć. Słuchaj. Dobrze, że takowy temat poruszyłaś. Wielu ludziom wydaje się, że blogowanie to tylko wypisanie kilku zdań, i odnoszenie wielkiej sławy. Gdyby tak było, pewnie niczym innym ludzie by się nie zajmowali. Niech ludzie własnie wiedzą, że jest to ciężka praca i poświęcenie sporej ilości czasu, a przecież na początku to jest dodatkowa praca między szkołą/pracą/ opieką na rodzicami. Ale własnie, gdy się tak ciężko pracuję można odnieść sukces. To jest w istocie rzeczy nowy zawód "Bloger" i bardzo dobrze, że tak to ująłem. W końcu w każdej pracy poświęca się swój czas i energię. Tu jest podobnie. Osoby, które już odniosły sukces nie chodzą do pracy w barze, urzędzie czy gdzieś. Jedyną robotą jest właśnie prowadzenie bloga i z tego się utrzymują. Rozpisałbym się więcej ale naprawdę musze lecieć. Także pozdrawiam bardzo serdecznie i jeszcze raz dziękuję za taki post. Dziękuję za stracone w dobrej wierze 2 godziny z życia. Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ja się cieszę, że mój wpis okazał się przydatny i dziękuję za miłe słowa. A co do sławy... to i tak osiągnie ją zaledwie garstka, a reszta zniknie w odmętach internetu.

      Usuń
  5. To, co dobre, rodzi się w bólach :-) Sprawdzanie i poprawianie postów jest wyrazem szacunku do czytelnika. Jeśli mnie irytują błędy gramatyczne, (o ortografii nie wspominając), nieścisłości, powtórzenia, przekłamania i banały, to myślę, że szukających w Internecie treści, a nie tylko fotek ze zwierzaczkami również. Stąd moja praca nad postami. Nigdy nie są pisane z ręki. Zawsze (!) daję im kilka dni odpocząć, dojrzeć, ponieważ ja sama, po jakimś czasie, już z chłodniejszą głową widzę wszystkie niedociągnięcia i mam czas je wyprostować.
    Pozdrawiam wietrznie
    Katarzyna z wiatremczytane.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to wygląda również. Czasem odleżą swoje, a czasem wrzucam tego samego dnia. Zależy, jak stoję z czasem. Ale patrzenie z perspektywy kilku dni na napisany tekst pozwala na bycie wobec niego bardziej obiektywnym. Masz rację :)

      Usuń
  6. Co do zdjęć masz zupełną rację. W wyszukiwarce bazy zdjęć mogę wpisywać po kolei kilka haseł, jechać w dół i w dół i nic nie pasuje. Wykonanie i obróbka własnych fotografii jeszcze bardziej czasochłonna.
    Chociaż pisanie mi dobrze idzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak już napisałam... Trzeba poświęcić trochę czasu :)

      Usuń
  7. Tak jest chyba ze wszystkim - ludziom w każdej dziedzinie wydaje się, że coś przychodzi ot, tak, że nie zabiera czasu ... i może faktycznie te osoby mają rację, ale pod warunkiem, że ta praca jest odbębniana bele jak. Jeśli chodzi o porządne teksty, zdjęcia czy cokolwiek innego, to nic nie ma na hop - siup .

    OdpowiedzUsuń
  8. Dobrze w końcu przeczytać, że nie jestem w tym osamotniona ;) W pewnym momencie wpadłam w lekką panikę, że może przesadzam, że za bardzo próbuję dopieścić teksty, że za długo w nich dłubię. Mój facet wciąż nie potrafi zrozumieć; a tu jest temat i tekst, i redukcja, poprawki, zdjęcie, seo, media społecznościowe i dopiero - można zamknąć laptopa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie przybijam wirtualną piątkę i do roboty! Tekst sam się nie napisze ;)

      Usuń
  9. Gdy zakładałam bloga i po raz setny dopieszczałam wszystkie szczegóły typu wygląd szablonu, to byłam święcie przekonana, że tworzenie wpisów będzie zajmować mi nie więcej niż pół godziny i w ciągu tygodnia będę publikować ich po kilka, kilkanaście. Tymczasem w praktyce okazało się, że stworzenie wpisu, który by mnie w pełni zadowolił, to zabawa na parę godzin. A czasem muszę nawet rozłożyć pracę nad postem na dwa dni :D

    Ale ja to uwielbiam! I gdy tylko czas mi na to pozwala, to piszę, sprawdzam, poprawiam, zmieniam, ulepszam... Świetna zabawa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wow, kilkanaście wpisów w tygodniu!? To byłby chyba pierwszy taki blog w sieci, na którym pojawiałaby się wpisy na ponad 1000 słów :)

      Usuń
  10. Ja nad jednym wpisem siedzę cały dzień, bo do każdego przygotowuję własnoręcznie grafikę, jeszcze nigdy, mimo dobrych chęci, nie udało mi się ogarnąć dwóch tematów dziennie. Jeśli już się biorę za pisanie, to wszystko odkładam na bok i piszę, piszę i piszę, od rana do późnych godzin popołudniowych.

    OdpowiedzUsuń