16 stycznia 2015

Pigułka "po" czy pigułka "przed"?


Mniam! Nas, kobiety, czeka teraz prawdziwa uczta. Będziemy mogły jeść pigułki nie tylko „przed”, ale również „po” i to bez specjalnego pozwolenia naszego ginekologa. Czy czeka nas społeczna rewolucja?

Będziemy jadły pigułki na śniadanie, obiad i kolację. Co drugi dzień pobiegniemy do apteki, która stanie się dla nas drugim domem, a kochanek - listonosz zostanie zastąpiony przez farmaceutę. (Co nawet niosłoby za sobą pewne korzyści.) Z naszego konta każdego tygodnia ulotni się kilka stówek. Nagle przestaniemy być odpowiedzialne, a gumki będą nam się kojarzyły jedynie z gumkami do włosów. Później wszystkie jednocześnie zachorujemy na raka z powodu przedawkowania hormonów. Rytualnie utną nam piersi, ale i tak ucieszymy się, że możemy dołączyć do Amazonek i nakażemy naszym mężczyznom mówić do siebie Xena. Przy okazji nie raz i nie dwa dokonamy ludobójstwa. A nasze nastoletnie córki? Oczywiście, że będą brały z nas przykład. Zamiast zbierać plakaty z Bravo, zaczną kolekcjonować chłopaków i zużyte opakowania po tabletkach. Na przerwach pochwalą się nimi koleżankom. Może nawet będą się nimi wymieniać. Wyznacznikiem statusu ekonomicznego nie będzie już dla nich gadanie do jabłka, ale ilość wydanego kieszonkowego na pigułki „po”.

… nie powiedziała żadna normalna kobieta. Nigdy.

Mam wrażenie, że ta niepotrzebnie rozdmuchana afera na temat pigułek „po” jest jedynie po to, aby zagłuszyć jeszcze bardziej rozdmuchaną i całkowicie wywróconą na lewą stronę aferę z górnikami w roli głównej. Problem pierwszego świata – czy kobiety mają prawo zażywać pigułki w razie ewentualnej wpadki. A do tej pory co robiły? Mówiły sobie „No dobra, stało się!” i czekały 9 miesięcy z nieznikającym z twarzy uśmiechem aż pojawi się nowy członek rodziny? Niektóre tak, a niektóre nie. Dzwoniły jak najszybciej do lekarza i umawiały się na wizytę. Ginekolog wypisywał odpowiednią receptę, kobietka dreptała w pośpiechu do apteki  potykając się po drodze na nierównym chodniku, łykała tabletkę popijając obficie wodą, żeby tylko szybciej mieć to za sobą i już. Nie sądzę, aby przez zniesienie konieczności wydawania recept na tabletki, wzrosła ilość kobiet, które przestaną się zabezpieczać „przed”.  Po pierwsze, to się zwyczajnie nie opłaca, gdy za jedną tabletkę trzeba wydać tyle, co za 3 czy 4 opakowania tabletek antykoncepcyjnych. Po drugie, kobiety, czy nawet młode dziewczyny,  jednak nadal krępują się poprosić w aptece o test ciążowy unikając spojrzeń pozostałych klientów, a co dopiero gdyby miała przyjść taka i poprosić o pigułkę „po”. Spaliłaby się ze wstydu, zapadła pod ziemię. Nie zapominajmy, że nadal jesteśmy społeczeństwem, które seks traktuje, jak wielkie tabu, a rozmawianie na „te” tematy  ciągle budzi wielkie kontrowersje. Pod tym względem nie dorośliśmy do życia w XXI wieku. Być może również z tego powodu wybuchła ta afera.

Czy ludzie pieklili się tak samo, gdy na rynek wchodziły pigułki antykoncepcyjne i stawały się coraz bardziej popularne? Pewnie tak. Tym bardziej, że pierwsza doustna pigułka została wprowadzona w naszym „katolickim” kraju w 1966 roku. Wyobrażacie sobie, jaką burzę musiało to wywołać w tamtych czasach? Wisłocka, najpopularniejsza seksuolog, wchodząca w trójkąciki z mężem i przyjaciółką, nałogowo uwodząca mężczyzn, udająca matkę bliźniaków, pisała wtedy w swoich poradnikach o ptaszkach i motylkach, a ekstatyczne westchnięcia i pojękiwania porównywała do dźwięków wydawanych przez egzotyczne ptaki. Naprawdę! Polecam „Sztukę kochania”. Przeczytajcie, a sami zobaczycie, jakim tabu była ludzka seksualność, że nawet tak uznana ginekolog pisała, że „Nie należy nigdy upijać się na smutno ani kochać się dla zabicia zmartwień, w obu przypadkach bowiem mamy potem straszliwego kaca.”

Pomimo tego, od 50 lat kobiety regularnie i starannie zabezpieczają się przed niechcianą ciążą biorąc doustne pigułki antykoncepcyjne i nie zanosi się na to, żeby miały przestać. Jak dotąd jest to najbardziej skuteczna metoda, redukująca stres i obawy przed wpadką do minimum. Więc czemu miałyby z tego rezygnować na rzecz jakiejś pigułki „po”? Pojawiały się argumenty, że będą chciały uniknąć dużej ilości hormonów przyjmowanych wraz z regularnie łykanymi tabletkami „przed”. Nie sądzę. Laska, która lubi kochać się ze swoim facetem nie będzie traciła czasu i pieniędzy, żeby codziennie biegać po aptekach, kiedy w tym samym czasie może robić z nim coś o wiele przyjemniejszego.

Czy pigułka „po” zaszkodzi społeczeństwu? Nie sądzę. To po prostu kolejna metoda regulacji poczęć i jestem zdania, że mądrzej postępuje kobieta, która raz w życiu łyknie sobie pigułę, niż potem ma urodzić niechciane dziecko i traktować je jak śmiecia. Poza tym dostęp do tabletek będą miały w końcu kobiety, które mieszkają w mniejszych miejscowościach, gdzie nie jest tak łatwo umówić się na wizytę u ginekologa w 72 godziny po. Na wizytę czeka się często od tygodnia do nawet dwóch czy trzech. Co wtedy ma zrobić kobieta, która ma już kilkoro dzieci i nie chce kolejnego, bo gumka jednak zdecydowała, że pęknie?

Uważam, że każdy człowiek ma swój rozum. Wie, co jest dla niego dobre, a co nie. A jeśli trafi się taka babeczka, która zdecyduje się bawić tabletkami „po” zamiast „przed”, to nawet lepiej, że nie będzie reprodukowała swoich genów. 

14 komentarzy:

  1. Uff. W trakcie czytania pierwszego akapitu miałem już zrezygnować z dalszego czytania i zamknąć Twojego bloga i już nigdy nie wracać.. Na szczęście zauważyłem jego kontynuacje. Nie rób tak więcej bo ciśnienie mi skoczyło :D

    Jak dla mnie pigułka "po" powinna być dostępna bez recepty. To są drogie pigułki i nikt nie chcę się truć tabletkami codziennie przecież. To wyjście awaryjne.

    Co do górników, jestem po stronie Pani Premier :P
    A no i teraz jest kolejna afera.. FRANK!

    Pozdrawiam,
    Patryk Wychowski
    www.wychowski.net

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, oddychaj. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech.

      Usuń
  2. ♥ ♥

    hmm, ja jestem zwolenniczką pigułek po, podobnie jak aborcji, ale to jest jeszcze bardziej kontrowersyjny temat. tak jak piszesz, każdy ma swój rozum, niektórzy lepiej z niego korzystają, a inni mniej umiejętnie.
    zwróciłaś uwagę na ważną rzecz, w Polsce seks jest tabu, a katolicka hipokryzja jest bardzo powszechna. dziewczyna łykająca tabletkę "po" na pewno zostałaby w swoim małym światku potępiona. no bo właśnie, "co na to powiedzą sąsiedzi?". no i to wymowne spojrzenia farmaceutki.
    we Francji na pewno mam łatwiej z tego typu kwestiami, co nie zmienia faktu, że wolę wszystkich niemiłych, płaczących i ssących cyca konsekwencji uniknąć "przed", a nie "po".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Francja to nawet w stereotypach kraj ludzi wyzwolonych :)

      Usuń
  3. To tak jak z krzykiem, że jak aborcja będzie legalna, to będzie stosowana jako "antykoncepcja" przez większą ilość kobiet. Totalna bzdura.
    Jedynym problemem, nad jakim zastanowiła mnie jako zwolennika też aborcji, antykoncepcji powszechniej i edukacji seksualnej bez skrępowania jest kolejny krok po prostu w postępie czegoś, co socjolodzy zwą "medykalizacją społeczną". Zbyt łatwy dostęp do hormonów wielu głupiutkim osobom, które nie zdają sobie sprawy z fizjologii tego układu, może zaszkodzić. Ale to też prawda, że po prostu, ludzie powinni być sami za siebie odpowiedzialni z takim rozumem, jaki mają. A wielu osobom rozsądnym w wypadku no jednego zdarzenia losowego taki dostęp może po prostu uratować tyłek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pigułką "po" będzie tak samo, jak np. z legalizacją marihuany w wielu państwach. Czy spożycie jej wzrosło? Nie. Kto chciał palić, palił niezależnie od tego, czy prawo pozwalało mu na to, czy nie. A kto nie czuję potrzeby odurzania się narkotykiem, ten w ogóle nie myśli, żeby pójść i kupić choć gram. Innym przykładem może być np. konieczność posiadania prawo jazdy np. w krajach Afrykańskich, czy Ameryki Południowej. Tam nie ma tak ścisłych zakazów i nakazów, jak u nas. Ba! Często ludzie nie muszą posiadać licencji, a i tak jest mniej wypadków niż w krajach "cywilizowanych", gdzie restrykcje i prawo są dokładnie wyszczególnione i pilnowane. Po prostu ludzie wiedzą, jak zadbać o swoje bezpieczeństwo. Nie da się ujednolicić przepisów, aby każdemu dogodzić. Państwo powinno bardziej ufać obywatelom, a działoby się dużo mniej złych rzeczy. :) Wbrew pozorom człowiek potrafi o siebie zadbać. Choćby kierował się wyłącznie instynktem.

      Usuń
  4. Pozwolę sobie również na wpis bo mnie ta cala dyskusja w mediach już zaczyna nieźle wkurwiać! Ciągle ktoś stara się nam wmówić co mamy robić i jak żebyśmy byli szczęśliwi! Nie ruszaj tego, nie tykaj tamtego a uwielbiaj to bo jak nie to będziesz bee i w ogóle bozia cie tak pokara, że za kare wyrośnie ci trzecie oko i to na samym środku czoła! Ze niby co się stanie, jak pigułki "po" będą bez recepty? Kobiety się puszczą bo jedyne co je trzyma przed tym żeby nie latać po ulicach z podniesionymi po pachy kieckami to jest to, że pigułką "po" jest na receptę? Ta która zachowuje się i żyje jak dorosła, mądra i znająca swoja wartość kobieta (czytaj lady) będzie miała w dupie czy tabletka jest na receptę czy bez bo ona wie jak żyć żeby sobie życia nie spierdolić i nawet jeśli zajdzie w ciąże to będzie wiedziała co zrobić i jak żeby jej życie się nie wykoleiło. A ta od pługa granatem oderwana bzyknie się z głupoty i bez względu na konsekwencje i nawet gdyby te pigułki wydawał sam diabeł na receptę wypisaną jej własną krwią to i tak zrobi swoje! Na idiotki nie ma rady, najpierw coś spieprzą, potem plączą jaki ten świat jest zły a one takie biedne! Amen...idę zapalić bo się jeszcze więcej wkurwiłem!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest właśnie tak, jak napisałeś. Przykro mi, że przyczyniam się do rozwoju nerwic i nałogów ;)

      Usuń
  5. Tak naprawdę to tylko wielka afera, która nic szczególnego nie zmienia, wyłączając, jak napisałaś- łatwiejszym dostępem, poza tym to wciąż pozostaje indywidualną decyzją każdej kobiety, czy dziewczyny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wywołuje dyskusje i po raz kolejny dzieli społeczeństwo ;)

      Usuń
  6. A ja niestety nie mogę brać anty. Przeszłam już chyba wszystkie możliwe tabletki i po każdych puchłam jak bania, nawet stosując verospiron, byłam wściekła jak sucz i o seksie mój mąż mógł pomarzyć, bo na wspomnienie stosunku puszczałam pawia z obrzydzenia. Tabletek po się wystrzegam, bo to jednak bomba hormonów, ale korzystałam z ich dobrodziejstw dwa razy, bo niestety zdarzył nam się nieprzyjemny wypadek. Także jestem nadzieją dla koncernów :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś musi wspierać budżet państwa ;) Każda kobieta reaguje na hormony inaczej. Niestety sporo jest skutków ubocznych związanych z ich przyjmowaniem.

      Usuń
    2. Zgadza się. Ja niestety jestem zagrożona rakiem piersi, a podobno przyjmowanie anty skutkuje różnymi włókniakami w piersiach, które mogą przeobrazić się w zmiany złośliwe. Nie wiem jak wykazują wyniki badań, ale lista skutków ubocznych anty i tak jest długa. Znamiennym jest fakt, że mają wpływ na tworzenie zakrzepów; jak wylądowałam w szpitalu z nagłym ogłuchnięciem na ucho to pierwsze pytanie lekarza brzmiało, czy przyjmuję hormony... o czymś to świadczy :/...

      Usuń
    3. Jakby nie patrzeć jest to duże ingerowanie w gospodarkę hormonalną organizmu. W jakimś stopniu zaburzamy ją biorąc pigułki anty. Na jedne kobiety wpływają lepiej (problemy z tarczycą), a inne są zagrożone różnymi chorobami. Lekarze bardzo straszą skutkami ubocznymi, ale z drugiej strony koncerny farmaceutyczne prześcigają się z obniżaniem poziomu hormonów w tabletkach. Być może za kilka lat ktoś wynajdzie cudowną pigułkę, która nie będzie powodowała tak poważnych komplikacji.
      Twoja historia brzmi jakbyś ostro przedawkowała.

      Usuń