19 stycznia 2015

Pozwól sobie dzisiaj na depresję


Dzisiaj możesz jęczeć i narzekać ile chcesz. Możesz psioczyć na spóźnionego faceta, wrzeszczące dzieci, kota srającego na dywan, brudne patelnie w zlewie, które same nie chciały się pozmywać, czy też przypalony (nie z Twojej winy przecież) obiad. Możesz płakać, histeryzować, wyżywać się na ludziach próbujących przejść obok Ciebie niepostrzeżenie oraz rozbijać o ścianę lub podłogę znajdujące się pod ręką naczynia. Udzielam Ci dyspensy od dobrego humoru i sztucznego uśmiechu przyklejonego do twarzy. W ten jedyny dzień w roku uwolnij swoje emocje i obżerając się tłustą pizzą podczas ckliwego maratonu filmowego, upij się winem. Na smutno.

Dzisiaj możesz, bo pewien Amerykanin, który chyba za dużo wydał na prezenty, wymyślił, że istnieje w roku jeden dzień, który jest zdecydowanie gorszy od pozostałych. Poszperał trochę w licealnych książkach do matmy, przypomniał sobie, jak się przekształca wzory, walnął kilka głębszych i zabrał się za podsumowanie swojego budżetu za poprzedni rok. Liczył i pił, liczył i pił, liczył i pił… Kolejne tabelki Excela pokazywały, jak łatwo przepuścić swój majątek na nikomu niepotrzebne pierdoły oraz jak duży dług do spłacenia zaciągnął na kartach kredytowych. A termin spłaty dobiegał końca. Sfrustrowany postanowił, że skoczy do monopolowego po jeszcze jedną butelkę. Myśli nadal pozostawały zbyt klarowne, a nawet nie zaczął odliczać podatków. Wyszedł na dwór, przez co dopadła go jeszcze większa depresja. Słońca brak, siwo, zimno, szaro, pochmurno. Witamina A nie wchłania się tak, jak powinna. Kupił czystą, wrócił do domu i stwierdził, że ma dzisiaj dość wszystkiego i wszystkich. Zamknął się w czterech ścianach. Niespodziewanie mężczyznę olśniło. Był przekonany, że jego wyjątkowy depresyjny stan musi być spowodowany skumulowaniem się w jednym dniu zbyt dużej ilości negatywnych czynników. Zrobił listę rzeczy, które doprowadziły go do szewskiej pasji i na jej podstawie opracował wzór matematyczny, który określił jako Blue Monday.

Blue Monday to najbardziej depresyjny dzień roku. Przypada na poniedziałek ostatniego pełnego tygodnia stycznia. Podobno ludzie uświadamiają sobie wtedy, jak niewiele są warci, jak mało mają pieniędzy, czują znaczny spadek motywacji, a postanowienia noworoczne stają się tylko nikłym wspomnieniem. Faceci wychodzą z domu na długie spacery z psem. Dobra, nie oszukujmy się. Po prostu idą do knajpy na serię głębszych. Kobiety leżą w łóżkach schowane pod grubym kocem, z winem, słoikiem Nutelli i megapaką chusteczek, zastanawiając się, gdzie był ich rozum, gdy podejmowały decyzję o zamieszkaniu pod jednym dachem z tym menelem.


Ciężko stwierdzić  czy teoria jest prawdziwa. Biorąc pod uwagę zamożność Polaków, wspaniałe stanowiska pracy, comiesięczny kobiecy okres, fochy z przytupem i męski pociąg do alkoholu, można by powiedzieć, że nasz naród ma swój Blue Monday codziennie. W każdym razie, skoro już istnieje ta cudowna niebieska kartka w kalendarzu, to wykorzystają ją mądrze i raz w roku idź się porządnie najebać. A co! Należy Ci się!

14 komentarzy:

  1. to jest dokładnie to jak ja sie dziś czuje ...:P

    OdpowiedzUsuń
  2. To dziwne, lecz coś w tym jest prawdziwego ;D
    http://demonsinmyeyes.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. U mnie poniedziałek już się skończył i jest wtorek. Nie miałam jednak czasu na smutasy, za dużo spraw na głowie, a tak bym sobie chętnie usiadła z całą butlą wina i popsioczyła na cały świat ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Im szybciej kończy się poniedziałek, tym bliżej do weekendu.

      Usuń
  4. O tak, dzisiaj zdecydowanie jest mój Blue Monday... Serio...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurcze, a ja nic nie widziałam, że dziś jest dzień depresyjny i nawet było całkiem nieźle, bo spędziłam dzień wyjątkowo produktywnie. No ale to może dlatego, że cały poprzedni tydzień miałam depresyjny.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ostatni akapit- prawda w pigułce. Podpisuję się obiema rękoma i nogami. Jednakże, abstrahując od tego, że przez wzgląd na moją sytuację mam prawo mieć Blue Monday co co dzień- to dziś rzeczywiście było licho. Nawet pościk na FP zamieściłam, że mąż mi za skórę zalazł i miałam stan kryzysowy, w którym sobie uświadomiłam, że porywam się w niektórych sprawach jak z motyką na księżyc. Może to śmieszne i wpływ sugestii, ale "coś w tym jest" :P
    Nie mówiąc o mojej córze, która źle się czuła, nie poszła do przedszkola i pół dnia przespała. A biorąc pod uwagę, że jako noworodek przesypiała maksymalnie 14 godzin na dobę, to... Sama wiesz:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam właśnie, że coś skrobnęłaś na Fejsie, ale w sumie nie zdradziłaś szczegółów ;) Mam nadzieję, że dzisiaj już wszystko OK.

      Usuń