8 stycznia 2015

Rodzice nie mają prawa wymagać wdzięczności od swoich dzieci


Bo niby kto im je dał?

Wymaganie wdzięczności od dziecka jest dla mnie ucieczką przed odpowiedzialnością, która wiąże się z jego posiadaniem. Przecież to nie my pchaliśmy się na ten świat, tylko nasi rodzice mieli kaprys, aby spłodzić potomstwo. Więc niech teraz wezmą na siebie odpowiedzialność, której tak bardzo pragnęli.

Ile  razy słyszałeś od ojca lub matki tekst w stylu "powinieneś być mi wdzięczny!"? No właśnie. Ale za co? Za to, że obowiązkiem rodziców jest karmienie dziecka, ubieranie, zapewnienie mu dachu nad głową? Finansowanie mniejszych i większych potrzeb, wykształcenie, rozwijanie jego pasji? Zapewnienie dobrego startu w życiu, nauczenie odpowiedzialności i zaradności? Pokazanie mu, jak żyć w społeczeństwie i jak radzić sobie w trudnych sytuacjach? Spełniając te podstawowe kryteria, wypełnili jedynie swoje obowiązki. Nic ponadto. Jak można być wdzięcznym za coś, co Ci się zwyczajnie należy? To tak, jakbyś był wdzięczny szefowi, że zapłacił Ci za wykonaną pracę.

Decyzja o posiadaniu dziecka powinna być jak najlepiej przemyślana. To nie zabawka, która służy po to, żeby mieć codzienny powód do uśmiechu, czy opiekuna na stare lata. To człowiek, za którego przez resztę swojego życia bierzesz odpowiedzialność, wydajesz na niego pieniądze i masz mu zagwarantować jak najlepszy rozwój i opiekę. Jeśli nie jesteś w stanie temu podołać, to znaczy, że nie powinieneś mieć dzieci. Dziecko = obowiązek, nie przywilej. I to Ty, jako rodzic, powinieneś być mu wdzięczny za to, że Cię kocha i szanuje. Nie ukrywajmy, że wielu rodziców, nie potrafi należycie zadbać o rozwój dziecka, czy też zapewnić mu odpowiednich warunków życia. To dorośli popełniają błędy wychowawcze, nie dziecko, a mimo to traktuje ich, jako najważniejszych ludzi na świecie. Więc kto komu powinien być wdzięczny? Dziecko rodzicom, które chciałoby żyć w zupełnie innych warunkach niż te, które możesz mu zagwarantować, często chodzące głodne i w starym porwanym swetrze po bracie, czy rodzic dziecku, że pomimo takich, a nie innych warunków ono jednak go kocha?

Sprawa wdzięczności wygląda jeszcze gorzej w rodzinach patologicznych. Pijany ojciec bije córkę pasem do krwi, a gdy ta zapłakana próbuje mu się postawić, to słyszy, że powinna być mu wdzięczna za to, że jeszcze nie wyrzucił jej z domu, że pozwolił jej znaleźć w szafce zaschniętą skórkę chleba, że nie kazał jej żebrać lub zarabiać własnym ciałem na utrzymanie całej rodziny. Wiele dzieciaków wolałoby się nie urodzić, niż żyć w takich warunkach.

Ale zacznijmy od początku.

To nasi rodzice decydują o tym, czy w ogóle pojawimy się na świecie. My nie mamy możliwości wypowiedzenia się w tej kwestii. Nikt nie pyta nas przed poczęciem: "Kochanie, mój skarbeńku najsłodszy, masz ochotę urodzić się i żyć w takich i takich czasach, w takich i takich warunkach, czy może wolałbyś jednak nie istnieć?". A może frytki do tego? To decyzja wyłącznie dwojga dorosłych ludzi i to oni ponoszą jej konsekwencje - nie my. A przynajmniej nie w stadium, kiedy jesteśmy dopiero planowani.

Po narodzinach dziecka trzeba je odchować. Tutaj sprawa wydaje się w miarę prosta, bo dzieciak jeszcze względnie słucha się rodziców. Kiedyś jednak nadchodzi moment, kiedy wyczuwa swoją odrębność i zaczyna podejmować samodzielne decyzje. Weźmy np. takiego nastolatka i przeanalizujmy pewną sytuację.

Ojciec wybiera się z synem na zakupy do supermarketu. Krążą między półkami, lecz w pewnym momencie chłopiec zauważa stoisko z grami komputerowymi i ciągnie ojca za rękę w tamtą stronę. Dorosły pozwala, żeby dzieciak pooglądał sobie gadżety, jednak po chwili synek dostrzega wymarzoną gierkę i nalega, żeby mu ją kupić. Ojciec nie zgadza się, ale dziecko błaga dalej. Tatuś nie ustępuje i wyraźnie poirytowany mówi, że ma już w domu kilka gier i powinien być mu wdzięczny, że w ogóle jakiekolwiek posiada.

Nie chcę napisać, że powinniśmy ulegać wszystkim kaprysom dzieci, bo nie mamy ich wychowywać na rozpieszczonych egoistów, ale odwoływanie się do wdzięczności za to, że w ogóle posiadają gry (czy inne zabawki lub gadżety) jest przesadą. Rodzice chyba nie myślą, że ich dziecko będzie bawiło się szmacianą lalką, kiedy jego koledzy rozbijają się najlepszymi samochodami grając w GTA. Masz dziecko - masz mu zapewnić jak najlepsze warunki rozwoju i szczęśliwe dzieciństwo. To Twój obowiązek. A za obowiązki nie masz prawa wymagać wdzięczności. Nigdy nie powinieneś mówić tej odrębnej jednostce, że ma być ci wdzięczna za to, że np. dałeś jej dach nad głową. Serio? Chciałeś mieć bachora, więc chyba brałeś pod uwagę opcję, że będzie mieszkał pod Twoim dachem, jadł z Twoich talerzy, korzystał z Twojej toalety i podcierał się Twoim papierem z sudoku przynajmniej do osiągnięcia pełnoletności. Więc za co ma być Ci wdzięczny? Za to że nie wywaliłeś go na bruk, bo nie spełnił Twoich oczekiwań. Sorry, taki mamy klimat i musisz pogodzić się z tym, że dzieciak będzie miał swoje marzenia, będzie potrafił myśleć samodzielnie, często będzie mądrzejszy od Ciebie i będzie chciał mieć własne życie.

Na końcu przychodzi starość. Moment, kiedy następuje zmiana ról i to rodzice potrzebują naszej pomocy. Wtedy również możemy usłyszeć, że dzięki nim osiągnęliśmy to i to. Że jesteś prawniczką, choć chciałaś być modelką. Że pracujesz na kasie, bo na lepsze wykształcenie nie było Twoich rodziców stać, a Ty, niewdzięczna, masz jeszcze czelność narzekać na to, co otrzymałaś i że trzeba było iść i zapracować sobie na lepsze życie. Otóż nie! To oni schrzanili sprawę i to głównie ich wina. Wiedzieli, że nie mają pieniędzy, żeby dać córce dobry start? Nikt ich nie zmuszał do robienia dziecka. Chcieli leczyć dzieckiem swoje ambicje? Powinni liczyć się z tym, że będzie chciało realizować swoje marzenia, nie cudze. Więc za co wdzięczność? Za to, że sprawili, że jesteś nieszczęśliwym człowiekiem z minimalną krajową na koncie? Zwyczajnie nie wywiązali się ze swoich obowiązków.

Podsumowując. Za wypełnianie rodzicielskich obowiązków, nie masz prawa wymagać od dziecka wdzięczności. Łaski mu nie robisz. Przy poczęciu nie pytałeś go o zdanie, czy chce się narodzić. Przyjmij więc rodzicielską odpowiedzialność na klatę i przestań gadać o wdzięczności za coś, z czego nawet nie potrafisz się często dobrze wywiązać. Przestań wzbudzać w swoim dziecku bezpodstawne poczucie winy za to, że żyje.

14 komentarzy:

  1. Dziękuję, że mogłam przeczytać to co siedziało mi w głowie od x czasu, a czego nie potrafiłam sama ubrać w odpowiednie słowa. Brawo! Cieszę się, że nie tylko ja mam taką opinię na ten temat.
    -Olga

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozumiem to jako matka i jako matka się z tym zgadzam, ale nie zgadzam się jako córka... Nie wyobrażam sobie w ten sposób podchodzić do moich rodziców, Jedynym obowiązkiem jaki wobec mnie mieli to kochać mnie nad życia, a za tym idzie zapewnianie mi tego, co najlepsze, ale nie w rozumieniu prymitywnego nastolatka, tylko osoby dorosłej. Nie wiem czy byłabym szczęśliwsza mając jako nastolatka lepsze ciuchy i własny komputer? Chyba jednak nie. Mając 26 lat wiem, że mam szczęście posiadać wspaniałych rodziców i choć w domu nigdy się nie przelewało, inwestowali w moją edukację i wychowali mnie na tyle rozsądnie, że nie musieli spełniać moich głupich fanaberii, bo ich nie miałam.
    Piszesz o obowiązkach rodziców wobec dzieci. Owszem. Ale i dzieci mają obowiązki wobec rodziców. To nie święte krowy. Jak pisałaś dziecko to odpowiedzialność, jak i przywilej- i tyczy się to obu stron. Gdyby rodzice skupili się wyłącznie na dobry dziecku przez pryzmat zapewniania mu nieustannych uciech i radości, rezygnowaliby np. z nowej lodówki żeby kupić mu wymarzonego Xboxa to wychowali na własnej piersi żmiję. Znam takie domy, w których babcia potrafiła tak się zapożyczyć na prezenty dla wnuków, że ściga ją komornik. Wnuki już urosły i mają babcię w dupie, ale komornik nie odpuszcza...
    Rodzice mają obowiązki zapewnić dziecku miłość i godziwe warunki rozwoju przede wszystkim emocjonalnego, jeśli nie stać ich na lekcje tenisa czy domek dla Barbie to nie znaczy, że są nieodpowiedzialni.
    Jednak jako matka staram się dziecku zapewnić niemal wszystko (oczywiście abstrahując od zabawek- bo uważam że to krzywda dla dziecka, kupować mu co zapragnie, miałam na myśli zajęcia dodatkowe itp.) przy zachowaniu w pamięci, że miłości i czasu rodzica i tak nic mojej Melci nie zastąpi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z tym co piszesz i myślę, że miałaś wspaniałych rodziców, jak i Ty jesteś dobrą matką. Absolutnie nie popieram rozpieszczania dzieci, a tym bardziej zapożyczania się, żeby spełnić ich zachcianki. Wiadomo, że wychowując dziecko na porządnego człowieka, a przede wszystkim na człowieka, który potrafi żyć w społeczeństwie i szanować innych ludzi, nie możemy traktować go jak świętą krowę i należy nauczyć go szacunku do rodziców, do ludzi, do tego co ma. Ale nie wyobrażam sobie bycia rodzicem i kazania być wdzięcznym dziecku za to, że zapewniłam mu dach nad głową, czy konieczne ubrania, pokarm etc. To już kwestia indywidualna, czego dziecku potrzeba. Wdzięczności mogę wymagać, kiedy dostanie coś "nadprogramowo", kiedy jest dorosłe, wie, że pakuje się w duże kłopoty, a mimo wszystko pomagam mu się z nich wyplątać. Choć to też zależy od konkretnego przypadku oraz od subiektywnego spojrzenia na sytuację.
      Też kwestia pieniędzy jest raczej płynna w tym przypadku. Ja np. nie chcę mieć dziecka do czasu, aż będę wiedziała, że będę w stanie zapewnić mu godne życie, będę mogła sfinansować mu kursy zgodne z jego zainteresowaniami, aż będę wiedziała, że niczego mu nie zabraknie. I nie piszę tutaj o zabawkach, czy zmienianiu smartfona co rok, ale chciałabym, żebym mogła zapewnić odpowiedni wielostronny rozwój. Miłość jest najważniejsza i czas spędzony razem, ale nie ukrywajmy, że gdy dzieciak odczuwa brak czegoś (nawet materialnego) to już nie jest tak kolorowo.

      Usuń
    2. Wyjaśnione, załatwione :). Z powyższym zgadzam się w 100%, też nie popieram w żaden sposób oczekiwania wdzięczności za dach nad głową- to byłoby totalnie głupie, ale masz rację, niestety są tacy rodzice...
      Co do oczekiwania na dziecko na "odpowiedni" czas. Pamiętaj, że nigdy nie będzie odpowiedni czas, a widząc co się dzieje w Polsce i na świecie z pracą może być tragedia i ciężko się będzie dorobić czegoś sensownego. Pewnie gdybyśmy z córką nie wpadli to też byśmy czekali: na własne mieszkanie, na to, na tamto. A są pewne rzeczy, których nie da się zaplanować. Oczywiście masz absolutną rację, że musi być stabilizacja finansowa a dziecko możliwości rozwoju, jednak jeśli kiedyś chciałabyś dziecko, nie czekaj za długo ;) To tylko oczywiście moja sugestia, nie odbierz tego źle, żeby nie było że chcę matkować i mędrkować. To taka wolna myśl była :)

      Usuń
    3. Co do warunków na rynku pracy, to trochę o tym wiem :) Nie jest różowo i nie zanosi się na to, żeby było lepiej.
      A co do posiadania dziecka - rozumiem. Masz większe doświadczenie niż ja w tym temacie, a rady od osób, które "znają się na rzeczy" są zawsze cenne. Mimo to, ja chyba nie czuję się jeszcze w pełni gotowa na posiadanie dziecka. Potrzebuję jeszcze wolności i przestrzeni, którą ono odbiera. :)

      Usuń
  3. Chyba nie potrafiłabym w taki sposób postrzegać moich rodziców, mnie nikt nigdy o tą wdzięczność nie prosił, ale ja ją po prostu czuję, chociaż by za to że dali mi życie, nic lepszego nie mogłabym od nich dostać.
    Nie wiem chyba mam mieszane uczucia, albo nie mogę na ten tekst patrzeć zbytnio obiektywnie bo zbyt cudownych mam rodziców.

    No nic, wpadnę tu jeszcze, pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz... Ten temat to kwestia subiektywna i każdy może spojrzeć na nią z perspektywy własnych doświadczeń.
      Odpozdrawiam!

      Usuń
    2. Tak, ktoś na kim rodzice nie próbowali wymusić wdzięczności za to że się całe życie "poświęcają", bo gdyby nie dzieci to ich życie wyglądałoby inaczej, nie zrozumie tego tekstu. Najczęściej też są to rodzice, którzy materialnie starają się dać dużo, a niestety emocjonalnie jest tak ubogo, że dzieci same z siebie tej wdzięczności nie mają. Chodzi o to zrozumienie emocjonalne rodzica samego siebie, świadomość i możliwości przyznawania się do błędów. Przez brak tych umiejętności, jak napisane zostało w tekście, odpowiedzialność cały czas przerzucana jest na dzieci. Tacy niedorośnięci dorośli. Niestety.

      Usuń
  4. Po przeczytaniu tego wpisu odzywa się we mnie antropolog kulturowy i mówi, że zobowiązania między rodzicami a dziećmi to sprawa względna. Bo tłumaczenie "Na świat się nie pchałem/am, więc niech nikt nie wymaga ode mnie wdzięczności" to argument bardzo europejski i bardzo współczesny. I niekoniecznie słuszny. Mam też wrażenie, że nie lubisz wywoływania poczucia winy u dzieci, ale na wzbudzanie poczucia winy u rodziców patrzysz dużo przychylniejszym okiem (przedostatni akapit: "to oni schrzanili sprawę").
    W poczuciu winy wzbudzanym przez rodziców mnie interesuje sytuacja stosunkowo późniejsza w porównaniu z tymi opisanymi w tekście. Bo gry, zabawki, wykształcenie czy inne pierdoły to szczegół. Dużo poważniejsza jest sytuacja, kiedy dorosłe dziecko chce pójść własną drogą, realizować swoje plany życiowe, zaś starzejący się rodzic mówi mu: "opiekowałem/am się tobą, teraz bądź wdzięczny/a i zaopiekuj się mną, zamiast egoistycznie myśleć o swoich planach". Taka postawa jest zrozumiała. Ma dziecko, potrzebuje wsparcia, boi się samotności. Ale jednocześnie to jest najtrudniejszy (i ostatni) sprawdzian rodzicielski i ukoronowanie dotychczasowych starań: spojrzeć na własne dziecko jako na samodzielnego, dorosłego człowieka, który ma prawo do samodzielności i pozwolić mu odejść. Nawet jeśli będzie to oznaczać samotność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To oczywiste, że kultura, w której się wychowujemy i dorastamy ma na nas ogromny wpływ i też oddziałuje na sposób myślenia człowieka. Można czytać zapiski Malinowskiego, czy przyglądać się światu z perspektywy strukturalizmu Levi Straussa, ale i tak pozostajemy tymi samymi europejczykami, którymi byliśmy. Systemu kulturowego, w którym człowiek się wychował, nie da się "wybić mu z głowy". Niezależnie, czy spoglądamy na swoje życie egoistycznie, czy potrafimy silnie odczuwać empatię. Widzisz... faktycznie jest to argument współczesny. Ale teraz znajdźmy odpowiedź dlaczego? I wcale nie jest trudno odpowiedzieć na to pytanie. Spójrzmy w jakim świecie żyjemy. Owszem, jest wiele cudownych rzeczy do zobaczenia, zrobienia, poznania, ale z drugiej strony jest ta zła, przytłaczająca rzeczywistość, czyli pogłębiające się bezrobocie, brak perspektyw, coraz większa presja tłamsząca człowieka, zaogniające się konflikty narodowe, degrengolada oraz powszechna nerwica, którą ja zaliczam jako chorobę cywilizacyjną naszych czasów zaraz obok raka. To jest nasza rzeczywistość - młodych ludzi dopiero wchodzących w dorosłe życie. I rozmawiając z tymi ludźmi wiem, że wielu nie chciałoby żyć w takich czasach, jakie mamy. I nie tylko pesymiści tak twierdzą. To o czymś świadczy. I rodzicom wychowującym dzieci również będzie coraz trudniej, jednak to nie powód, żeby wymagać wdzięczności od osób, które np. wolałyby się nie urodzić. Popatrz ile jest patologii w rodzinach.
      Czy argument jest słuszny, czy nie - kwestia subiektywna. Tak naprawdę, po przeczytaniu tego tekstu, każdy może mieć swoją rację. Jeśli ktoś chce, być wdzięczny rodzicom - proszę bardzo. Ale dla mnie powinno wynikać to z tego, że dziecko naprawdę czuje wdzięczność, a nie jest mu powtarzane, że powinno ją czuć, szczególnie, kiedy rodzice nie wywiązują się ze swoich rodzicielskich obowiązków. Bo rodzicielstwo to swoista umowa, choć nie spisana na papierze. Chcąc mieć dziecko, rodzice zobowiązują się przed samymi sobą, że zapewnią mu jak najlepszy rozwój, miłość, wychowanie, dobry start w życiu. To, czy sumiennie się z niej wywiążą zależy tylko od nich. Jeśli wiedzą, że nie dadzą rady sprostać obowiązkom - nie powinni mieć dzieci. Im częściej rodzic będzie powtarzał dziecku, że ma czuć wdzięczność, tym bardziej dzieciak będzie się od niego odsuwał. Sama może kiedyś będę matką i nie mam zamiaru wypominać swojemu dziecku dachu nad głową, jedzenia, ubrań etc. Bo dla mnie oczekiwanie wdzięczności podobne jest do wypominania komuś swoich zasług. A jeśli nie spełnię się w roli matki - będzie miało prawo mi o tym powiedzieć i "wypomnieć" błędy, które popełnię na zasadzie: chciałam mieć dziecko - nie wywiązałam się ze wszystkich obowiązków - trzeba się przed sobą do tego przyznać - może jakoś wynagrodzić.
      Gry, zabawki, gadżety to nie takie znowu szczegóły. To nie ten świat, kiedy dziecku wystarczały do zabawy jeden samochodzik i jedna lalka. Nie masz tego, co koledzy - jesteś gorszy. Dzieci potrafią być okrutne. Nawet bardziej niż dorośli.
      I na końcu mamy wspomnianą przez Ciebie starość. Jeśli rodzic potrafi wychować dziecko w szacunku do siebie i innych ludzi, to nie będzie miał problemu z samotnością na stare lata. Bo też szacunek i wdzięczność to dwie różne rzeczy.

      Usuń
  5. Dziękuję, rewelacyjny artykuł, brawo!

    OdpowiedzUsuń